Ile razy igła nakłuwa skórę podczas tatuażu? Spróbujmy to policzyć.
- Mixer | Szerytattoo

- 3 paź 2023
- 7 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 24 lip

Podczas jednej z sesji zapytaliśmy klienta, jak myśli, ile razy igła nakłuwa skórę podczas tatuażu, w ciągu dwóch godzin.
Po chwili namysłu odpowiedział:
„Może tysiąc?”
Brzmiało rozsądnie. Do momentu uruchomienia kalkulatora.
Przyjmując dla uproszczenia, że maszynka pracuje z częstotliwością 100 cykli na sekundę, po dwóch godzinach otrzymujemy wynik:
100 × 60 × 120 = 720 000 cykli igły.
A przecież w kartridżu może znajdować się nie jedno ostrze, lecz kilka, kilkanaście albo jeszcze więcej.
Czy to znaczy, że klient został podczas tej sesji nakłuty dokładnie 720 000 razy?
Nie. To model matematyczny, a nie pomiar. Pokazuje jednak skalę pracy wykonywanej przez urządzenie, której nie dostrzegamy, obserwując spokojnie przesuwającą się po skórze maszynkę.
Jak szybko porusza się igła w maszynce do tatuażu?
Współczesne maszynki mogą pracować z bardzo różną częstotliwością. Zależy ona od konstrukcji i konkretnego modelu urządzenia, jego ustawienia, używanego kartridża, techniki tatuowania oraz sposobu prowadzenia ręki.
Częstotliwość podawana w hercach określa liczbę cykli mechanizmu w ciągu sekundy. Przy ustawieniu 100 Hz maszyna wykonuje teoretycznie:
100 cykli na sekundę;
6000 cykli na minutę;
360 000 cykli w ciągu godziny.
Nie jest to uniwersalna prędkość każdej maszynki. Producent Cheyenne podaje dla swoich obecnych modeli, zakresy od 25 do 180 Hz. Poszczególne urządzenia mają różne możliwości, a częstotliwość dobiera się między innymi do rodzaju pracy, kondycji skóry, wysunięcia igieł i tempa prowadzenia maszynki.
Samo ustawienie częstotliwości nie mówi jeszcze, jak szybko powstanie tatuaż. Maszynka może działać bardzo szybko, ale to ręka artystki decyduje, gdzie, w jakim kierunku i przez jaki czas igły mają kontakt ze skórą.
Skąd wzięło się 720 000?
Przyjmijmy na chwilę trzy proste założenia:
maszynka pracuje z częstotliwością 100 Hz;
sesja trwa dwie godziny;
urządzenie pracuje bez przerwy przez pełne 120 minut.
Obliczenie wygląda tak:
100 cykli × 60 sekund × 120 minut = 720 000 cykli.
Matematycznie wszystko się zgadza. Problem w tym, że prawdziwa sesja nie przebiega w ten sposób.
Podczas tatuowania artystka zatrzymuje maszynkę, nabiera pigment, wyciera skórę, zmienia pozycję, kontroluje projekt, poprawia ułożenie klienta i czasami wymienia kartridż. Pojawiają się również przerwy na odpoczynek, rozmowę albo zwyczajne rozprostowanie pleców.
Maszynka nie pracuje więc bez przerwy przez cały czas zapisany w kalendarzu jako „sesja”.
Co więcej, nawet kiedy jest uruchomiona, igły nie przez cały czas pozostają w kontakcie ze skórą. Część cykli odbywa się, gdy artystka rozpoczyna ruch, kończy linię, przenosi rękę albo zbliża maszynkę do kolejnego miejsca.
720 000 nie jest zatem liczbą rzeczywistych nakłuć klienta. Jest teoretyczną liczbą cykli, które urządzenie mogłoby wykonać przez dwie godziny ciągłej pracy przy ustawieniu 100 Hz.
To drobna różnica językowa, ale technicznie ogromna.
Czy da się policzyć rzeczywistą liczbę nakłuć?
Teoretycznie tak, ale wymagałoby to znacznie więcej niż stopera i informacji o ustawieniu maszynki.
Musielibyśmy dokładnie znać:
częstotliwość urządzenia w każdej chwili;
rzeczywisty czas pracy silnika;
czas, przez który igły miały kontakt ze skórą;
liczbę igieł w każdym użytym kartridżu;
kąt prowadzenia maszynki;
liczbę ostrzy rzeczywiście dotykających skóry podczas każdego cyklu;
wszystkie zmiany ustawień i konfiguracji w trakcie sesji.
Najlepiej trzeba byłoby połączyć dane z maszynki z nagraniem wykonanym w dużym zwolnieniu albo z czujnikiem wykrywającym kontakt igieł ze skórą.
Tyle że z punktu widzenia wykonania tatuażu taka wiedza nie jest szczególnie potrzebna. Artystka ocenia reakcję skóry, nasycenie pigmentu, jakość linii i stopień podrażnienia, a nie liczbę wyświetloną na liczniku.
Skóra nie jest arkuszem kalkulacyjnym. Dwie osoby tatuowane przez taki sam czas, tą samą maszynką i przy podobnym ustawieniu mogą zareagować zupełnie inaczej.
Co zmienia kartridż z wieloma igłami?
Określenie „igła do tatuażu” jest pewnym uproszczeniem. W kartridżu może znajdować się pojedyncze ostrze albo cała grupa cienkich igieł ułożonych w określonej konfiguracji.
Przykładowo:
linery służą przede wszystkim do prowadzenia linii;
shadery wykorzystuje się między innymi do cieniowania i pracy kolorem;
magnumy mają igły ustawione w rzędach i pozwalają pracować na większej powierzchni.
Kartridż oznaczony liczbą 15 zawiera grupę piętnastu igieł poruszających się wspólnie. Nie oznacza to jednak, że działa jak piętnaście niezależnych maszynek ani że przy każdym cyklu wszystkie piętnaście ostrzy wchodzi w skórę dokładnie tak samo.
Dla czystej zabawy matematycznej możemy pomnożyć wcześniejszy wynik:
720 000 cykli × 15 igieł = 10 800 000 potencjalnych kontaktów pojedynczych ostrzy.
Ponad dziesięć milionów brzmi efektownie, ale nadal nie opisuje prawdziwej sesji. Musielibyśmy założyć, że maszynka przez całe dwie godziny nieprzerwanie dotyka skóry, a każde z piętnastu ostrzy ma pełny kontakt przy każdym cyklu.
W praktyce znaczenie mają kąt ustawienia, nacisk, ruch dłoni, sprężystość skóry i budowa konkretnej konfiguracji. Dlatego uczciwiej mówić o potencjalnej liczbie kontaktów ostrzy, a nie o dokładnej liczbie nakłuć.
Czy więcej igieł oznacza większy ból?
Nie da się tego przeliczyć w prosty sposób.
Kartridż z większą liczbą igieł pracuje na większej powierzchni, ale odczucie bólu zależy również od:
miejsca na ciele;
czasu trwania sesji;
techniki i tempa pracy;
rodzaju wykonywanego elementu;
liczby powrotów w ten sam fragment skóry;
indywidualnego progu bólu;
zmęczenia, stresu i przygotowania do sesji.
Pojedyncza, precyzyjna linia i cieniowanie większym magnumem mogą być odczuwane zupełnie inaczej. Nie oznacza to automatycznie, że jedno zawsze boli bardziej od drugiego.
Tak samo dwa tatuaże wykonane w ciągu dwóch godzin nie muszą stanowić podobnego obciążenia dla skóry. Prosty linework, gęste krycie kolorem i wielokrotne budowanie miękkiego przejścia tonalnego to trzy różne rodzaje pracy.
Dlatego przy planowaniu sesji nie pytamy wyłącznie: „ile igieł będzie w kartridżu?”. Ważniejsze jest to, co robimy, w którym miejscu i jak długo skóra będzie poddawana pracy.
Więcej cykli nie oznacza automatycznie lepszego tatuażu
Łatwo pomyśleć, że im szybciej pracuje maszynka, tym szybciej pigment znajdzie się w skórze. W praktyce niewłaściwe zestawienie częstotliwości, tempa ręki i techniki może przynieść odwrotny efekt.
Jeżeli ręka porusza się zbyt szybko w stosunku do pracy igieł, linia może zostać niedostatecznie nasycona. Jeżeli zbyt długo pracuje się w jednym miejscu albo ustawienie jest nieodpowiednie do skóry, można ją niepotrzebnie przeciążyć.
Instrukcja jednej ze współczesnych maszynek Cheyenne wprost ostrzega, że nadmierna częstotliwość wkłuć może powodować cięcia. Producent zaleca dopasowanie częstotliwości do kondycji skóry, wysunięcia i głębokości pracy igieł oraz prędkości prowadzenia ręki.
To dobrze pokazuje, dlaczego sama liczba cykli niewiele mówi o jakości pracy.
Tatuaż nie powstaje dlatego, że artystka „nabije” odpowiednio wielką liczbę nakłuć. Powstaje dzięki kontroli nad maszynką, obserwacji skóry i właściwemu połączeniu częstotliwości, ruchu, pigmentu oraz konfiguracji igieł.
Co dzieje się z pigmentem po zakończeniu pracy maszynki?
Tu matematyka ustępuje miejsca biologii.
Pigment tatuażowy jest wprowadzany do skóry właściwej. Organizm rozpoznaje znajdujące się tam cząsteczki jako materiał obcy i uruchamia reakcję odpornościową. Część pigmentu zostaje pochłonięta przez komórki zwane makrofagami.
W badaniu opublikowanym w 2018 roku w „Journal of Experimental Medicine” naukowcy pokazali na modelu mysim, że trwałość tatuażu jest związana z cyklem przechwytywania pigmentu przez makrofagi. Kiedy komórka zawierająca pigment obumiera, jego cząsteczki mogą zostać uwolnione, a następnie pochłonięte przez kolejne komórki.
Tatuaż nie pozostaje więc widoczny dlatego, że raz umieszczony pigment leży w skórze całkowicie nieruchomo przez resztę życia. Pod powierzchnią trwa biologiczna wymiana, której na co dzień nie widzimy.
To znacznie ciekawsze niż sama liczba nakłuć: w ciągu kilku godzin maszynka wprowadza pigment do skóry, a organizm przez kolejne lata próbuje go uporządkować po swojemu.
Badanie dotyczyło zwierząt, dlatego nie należy bezpośrednio przekładać każdego jego szczegółu na ludzką skórę. Dobrze pokazuje jednak jeden z mechanizmów, który może odpowiadać za długotrwałe utrzymywanie się tatuażu.
Od czego naprawdę zależy czas wykonania tatuażu?
Nie od liczby obrotów, którą można wpisać do kalkulatora.
Na czas wykonania wpływają między innymi:
wielkość i szczegółowość projektu;
miejsce na ciele;
liczba kolorów;
rodzaj linii, cieniowania i wypełnienia;
konieczność zmiany kartridży;
zachowanie i reakcja skóry;
pozycja, w której pracuje artystka;
przerwy potrzebne klientowi;
poprawianie ułożenia wzoru przed rozpoczęciem tatuowania.
Niewielki, ale bardzo szczegółowy projekt może zająć więcej czasu niż większa, swobodniejsza kompozycja. Duża powierzchnia czerni wymaga innej pracy niż delikatna rycina. To właśnie dlatego nie wyceniamy tatuażu na podstawie liczby centymetrów ani deklarowanej liczby igieł.
Najpierw trzeba zobaczyć pomysł, planowaną wielkość i miejsce na ciele. Dopiero wtedy można uczciwie ocenić, jakiej sesji będzie wymagał projekt.
Najczęstsze pytania o liczbę nakłuć podczas tatuażu
Ile razy igła nakłuwa skórę podczas tatuażu?
Nie da się podać jednej rzeczywistej liczby. Zależy ona od częstotliwości maszynki, aktywnego czasu tatuowania, używanych kartridży, techniki i czasu kontaktu igieł ze skórą. Możemy stworzyć model matematyczny, ale nie będzie on pomiarem konkretnej sesji.
Co oznacza częstotliwość 100 Hz?
Oznacza 100 cykli mechanizmu w ciągu sekundy, czyli teoretycznie 6000 cykli na minutę. Nie oznacza, że w każdej sekundzie dochodzi do dokładnie 100 rzeczywistych nakłuć skóry.
Czy kartridż z 15 igłami wykonuje 15 nakłuć jednocześnie?
Zawiera piętnaście igieł poruszających się jako jeden zespół. Ich rzeczywisty kontakt ze skórą zależy między innymi od konfiguracji, kąta prowadzenia, techniki i ułożenia powierzchni ciała.
Czy szybsza praca maszynki skraca sesję?
Nie zawsze. Częstotliwość trzeba dopasować do skóry, konfiguracji igieł, techniki oraz szybkości prowadzenia ręki. Zbyt wysokie ustawienie nie zastąpi kontroli i może niepotrzebnie przeciążyć skórę.
Czy więcej nakłuć oznacza większy ból?
Nie ma prostego przelicznika. Na ból wpływają również miejsce na ciele, długość sesji, sposób pracy, zmęczenie i indywidualna wrażliwość.
Tysiąc czy kilka milionów?
Nasz klient pomylił się w swoim typowaniu. Prawdopodobnie jednak nie bardziej niż każdy, kto próbowałby odpowiedzieć bez znajomości sposobu pracy maszynki.
W ciągu dwóch godzin urządzenie może wykonać setki tysięcy cykli. Po uwzględnieniu kartridża z wieloma igłami matematyczny wynik może wejść w miliony potencjalnych kontaktów ostrzy.
Nie oznacza to, że właśnie policzyliśmy rzeczywiste nakłucia. Pokazaliśmy tylko skalę procesu, który dla obserwatora wygląda jak jednostajny dźwięk i spokojny ruch ręki.
I chyba właśnie w tym tkwi najciekawsza część całej zagadki. Tatuaż, który odbieramy jako jedną linię, cień albo plamę koloru, powstaje z ogromnej liczby mikroskopijnych ruchów. Każdy z nich trwa ułamek sekundy, ale wszystkie muszą zostać poprowadzone w odpowiednim miejscu.
Matematyka potrafi policzyć cykle maszynki. Nadal nie potrafi zastąpić ręki, która wie, co z nimi zrobić.
Masz pomysł, który chodzi Ci po głowie?
Nie musisz znać częstotliwości maszynki, konfiguracji kartridża ani liczby nakłuć potrzebnych do wykonania projektu. Od tego jesteśmy my.
Podeślij pomysł, planowane miejsce na ciele, przybliżoną wielkość i kilka inspiracji. Sprawdzimy, co ma sens technicznie, dobierzemy właściwą artystkę i powiemy uczciwie, ile czasu może wymagać wykonanie tatuażu.
Kalkulator możesz zostawić w domu.



